Szukaj na tym blogu

Translate

Krótko o blogu

Ten blog powstał z połaczenia dwóch innych - to impuls serca, jego wściekłości. Miałem zamiar go skasować ale chyba się jeszcze przyda. Kiedyś jeden mądry człowiek powiedział "Nie rób głupot z wściekłości, lepiej krzycz" Więc czasem będę krzyczał, właśnie tutaj.

********************************************************
Nie wiem kogo i dlaczego może zaiteresować ta opowieść. Opowieść różna - czasem ciekawa, częściej nudna- czasem romantyczna, częściej głupia i prozaiczna - czasem szczęśliwa, częściej do bani, wręcz nieszczęśliwa - taka jak życie... moje... i większości Tych którzy tu trafią... zajrzą i przejdą jak powiew nowej wiosny obok marnej kupki brudnego śniegu zimy... brzebrzmiałej zimy.


Nie wiem po co to piszę. Nie piszę ku uciesze gawiedzi, nie piszę ku żadnej przestrodze - ani współczesnych, ani potomnych ludzi. Piszę bo muszę, bo mam taką wewnętrzną potrzebę, bo chcę pisać, bo chcę ułorzyć sobie własne myśli a to jest najlepszy dla mnie sposób.


Piszę więc ten blog wyłącznie dla siebie. No, może jeszcze dla córki, Blusika i... mojej kochanej AGNIESZKI. Tylko im to dedukuję...
https://www.cytaty.info/autor/irracja.htm

21 stycznia 2023

Nieszczęśliwa "szczęściara"

 

… pragmatyzm naucza, że najskuteczniejszym sposobem zdominowania kobiety jest dominacja materialna…


Dominacja materialna, dziś w prawodawstwie zwana „przemocą ekonomiczną”, jest jedną z najstarszych i powszechnie stosowanych metod dyscyplinowania kobiety, jako żony, matki dzieci i córki. Jest też jedną z najokrutniejszych metod, zwłaszcza gdy jest połączona z „przemocą emocjonalną”, co z reguły następuje dość szybko. Jest również metodą najtrudniej dostrzegalną i powszechnie akceptowalną. Tak przez środowisko, jak i przez samą ofiarę i jej rodzinę.

Pominę tutaj całą sferę uwarunkowań społeczno-kulturowo-religijnych które stanowią podstawę do „przemocy ekonomicznej”. Całe te przekonanie o tym, że to mężczyzna ma zapewnić byt i utrzymanie rodzinie. Cały ten „podział ról” (kiedyś o tym napiszę), itp. itd. To nie miałoby większego znaczenia gdyby nie jedno uwarunkowanie. Tym uwarunkowaniem jest umaterializowanie pojęcia „współwłasność małżeńska”. Pozwoliło to na przesunięcie „zależności małżeńskiej”, ze sfery emocjonalno-uczuciowej, do sfery materialno-ekonomicznej typowej bardziej dla przedsiębiorstwa, niż dla rodziny. Dlatego dziś rządzi ten kto więcej zarabia. Lub więcej przynosi, bo są też tacy, którzy finansują rodzinę z majątku rodziców. Bez trudu i „ubrudzonych rączek”.


A przecież, w związku małżeńskim, nie o samą wartość materialną chodzi. A gdzie trud nieopłacanej pracy, bez której „pan i władca” chodziłby „brudny i głodny”. Gdzie miłość, zaangażowanie uczuciowe i emocjonalne włożone w niego i dzieci. Jego dzieci, bo przecież są również jego, prawda? Gdyby to wszystko przeliczyć na wartość materialną, to „rachunek ekonomiczny” mógłby być bardzo niekorzystny dla współmałżonka.

Na początku jest bardzo niewinnie, przecież jeszcze działa „magia miłości”. Częste wizyty i spotkania z jego rodziną i przyjaciółmi. I tylko krąg Waszych przyjaciół i znajomych powoli się wykrusza. O kolegów może być zazdrosny. Koleżanki go podrywają, a on przecież Was tylko kocha. No i kiedyś musi odpocząć, nacieszyć się wspólnym rodzinnym życiem. Wspólnym sam na sam. Aż przychodzi czas, gdy wokół Was nie ma nikogo kto mógłby powiedzieć – „słuchaj, coś chyba jest nie tak”. Już nie macie nikogo, przed kim można się „pożalić” na zmiany i niedogodności w „życiu małżeńskim”. Wokół wyłącznie ci, którzy tylko go chwalą – „jaki on zaradny, jak dba, tylko głupia tego nie doceni”. I chcąc, czy nie chcąc, „musicie być szczęśliwe”. Inaczej to Wy będziecie tymi „złymi niewdzięcznicami”.


W sumie, nie jest jeszcze tak źle. Co roku wczasy. Nie, nie w znanej miejscowości - „nie lubimy przecież tłoku”. Raczej dość luksusowy pensjonat w mało znanej miejscowości. Tam gdzie nie ma tylu pokus, by poznać kogoś zagrażającego jego pozycji w rodzinie. Rozwój osobisty, zainteresowania? Nie ma sprawy. Ale dotychczasowe zainteresowania nie, raczej nie. Wszak nie jesteś już podfruwajką. Jesteś żoną i matką. Raczej coś bardziej stosownego. Coś, co samą swą powagą będzie gwarantować „nierozerwalność związku”. Ooo, kochanie, wkradł Ci się wirus do komputera lub telefonu? Trzeba zainstalować specjalny program. Poznałem kiedyś pewną (dla odmiany) panią, która wynajęła hakera aby zainfekował komputer męża. Chciała mu ograniczyć dostęp do niepożądanych (według niej) stron i znajomości internetowych. Niestety, zapomniała, że mąż w młodości też hakował i „na plewy” się nie złapał.


A propos wspomnianej roli matki. Dzieci to również możliwy powód „pogłębienia przemocy ekonomicznej i emocjonalnej”. To nowe obowiązki. Ktoś musi je spełniać, gdy on zarabia na rodzinę. To też dobry powód do zmiany pracy, wyeliminowania następnego zagrożenia dla jego pozycji. Same dzieci, w pełni ich nieświadomości, można przygotować do roli „cerbera” pozycji „pana domu”. Zaczyna się niewinnie, od niewinnego pytania – „mamusiu, dlaczego tatuś nie dał na nową zabawkę”. A kończy na obwinianiu – „to Ty jesteś winna, że ojciec nie daje nam na rozrywki i wyjścia z przyjaciółmi”. Która z Was będzie tak nieczuła na potrzeby dzieci? Niestety panie, jesteście materialistkami. Ale nie ma co obwiniać, to genetyka nakazuje zadbać o finanse na wychowanie potomstwa. Taka Wasza psychika, i tego nie zmieni nikt.


Spytacie pewnie skąd taka wiedza. Po trochu z opowiadań. Moja mama w końcu nie wytrzymała i znalazła sobie powiernika w osobie dorastającego syna. Długie nocne rozmowy (oboje byliśmy typem sowy) pozwoliły się jej wyżalić. Byłem również powiernikiem mojej byłej długoletniej partnerki. Lepiej znałem historię życia jej, i jej matki, niż ci którzy powinni to wiedzieć. No i w końcu z własnego doświadczenia. Mężczyzn, choć w dużo mniejszej liczbie ta przemoc również dopada. Choć partnerka sama to przeszła, to bezwiednie i podświadomie robiła również to mi. Teoretycznie, to ona lepiej zarabiała. Teoretycznie, bo nikt nie liczył spłacania z moich zarobków zadłużenia za mieszkanie i jego urządzenie. Ona się tylko wprowadziła. Później już była „musztarda po obiedzie”. Moje przyjaźnie i zainteresowania poszły na „wieczny spacer”. Tym bardziej, że źle czuła się w młodszym towarzystwie (była starsza o 10 lat), jednak jeszcze młodsze towarzystwo nastoletnich dzieci już jej nie przeszkadzało.


Czy można to zmienić? Można! Lecz wymaga to czasu i dużo samozaparcia w wychowywaniu dzieci. Co narastało przez wiele pokoleń, wymaga wielu pokoleń na zniwelowanie. Ale trzeba to w końcu zrobić. By nie wychowywać, bezwiednie i podświadomie, następnych pokoleń potencjalnych sprawców, i ich ofiar, ukrytej „przemocy ekonomicznej i emocjonalnej.


A na razie, jeszcze wiele z Was będzie


nieszczęśliwymi szczęściarami”





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz